Hula, 26 dnia […86]
Serwus Maradona!
Pogoda dzisiaj zupełnie pod psem – nad betonowym domem kultury w Huli wisi ciężkie, ołowiane niebo, a deszcz bębni w szyby bezlitośnie. Ale co z tego, skoro nastroje mamy absolutnie szampańskie! Wakacje rządzą się swoimi prawami, a nudzić się tutaj po prostu nie wypada.
Muszę Wam opowiedzieć, co nas spotkało wczoraj wieczorem. Zamiast planowanego hucznego dancingu, na którym mieliśmy podbić parkiet, udaliśmy się z babcią i księciem Ildefonsem na szumnie zapowiadany występ niejakiego Trupiego.
Miał być szał, feeria barw i artystyczne uniesienia, a wyszedł… turniej pantomimy w najczystszej postaci. Nagłośnienie padło dokumentnie już przy pierwszym utworze. Artysta bezradnie otwierał usta jak wyrzucona na piasek ryba, podczas gdy z przepalonych głośników zamiast muzyki leciał wyłącznie głuchy szum starych, jesiennych liści.
Widownia zaczęła się tedy niecierpliwić. Gdy babcia w akcie desperacji zaczęła miarowo i głośno stukać laską w podłogę, a książę Ildefons z czystego oburzenia niemal połknął swój rodowy binokel, do akcji wkroczył niezawodny Maniek.
Maniek nie patyczkował się długo – zakomenderował pełną mobilizację w naszych szeregach i zaintonował na całe gardło: „Kurdesz, kurdesz nad kurdeszami!”. Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Babcia natychmiast pociągnęła czystym, dźwięcznym sopranem, książę wtórował jej wytwornym, choć lekko drżącym barytonem, a po trzech minutach cały turnus pod sceną pił w myślach huczne toasty i ryczał refren tak, że tynk sypał się ze ścian.
Trupi, kompletnie zawstydzony, uciekł za kulisy, więc cały ten wieczór uznajemy za w pełni, a nawet potrójnie uratowany!
Wam najgorętsze uściski prosto z tego betonowego raju i do szybkiego zobaczenia po powrocie!
— Babcia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz